O autorze
Jesteśmy grupą „zwykłych”, świeckich katolików, która powstała, aby być łatwo dostępnym dla mediów i dziennikarzy, chcących rozmawiać na temat wiary, nauczania oraz innych kwestii związanych z Kościołem katolickim. Chcemy tłumaczyć i prezentować nauczanie Kościoła w sposób prosty i zrozumiały dla zwykłych ludzi – odbiorców mediów. Jesteśmy gotowi do tego, aby w razie potrzeby stawić się studiach radiowych i telewizyjnych i komentować w nich bieżące tematy lub uczestniczyć w debatach. Naszym celem jest przekazywanie istoty wiary tak, aby głos zwykłych katolików był obecny na forum publicznym.

www.catholicvoices.pl

----------------------------------------------
Film o Catholic Voices Polska
----------------------------------------------

Wszyscy się tam zmieścicie

Hemiografie - rysunki i teksty o tematyce świętej pojawiające się na tkaninach mających styczność ze stygmatami Natuzzy archiwum Autorki
„Moje serce jest ogromne, wszyscy się tam zmieścicie, także wielcy grzesznicy”- te słowa, na początku XX wieku, kieruje Jezus do prostej, niewykształconej Kalabryjki.

Ciekawi znajomi Natuzzy

Jesień 2017. Na małą wycieczkę krajoznawczą wybieramy Kalabrię, bo tam w listopadzie jeszcze grzeje słońce, a poza tym … są bardzo tanie połączenia samolotowe. Dopiero podczas planowania trasy, w naszej niedużej grupie ktoś rzuca: odwiedzimy Paravati, miasteczko Natuzzy Evolo. Dlaczego? Bo miała ciekawych znajomych!

Skrajna bieda, dzieciństwo na ulicy, matka w więzieniu, ojca nie ma. Kilkuletnia Natuzza mogłaby się skarżyć, ale zamiast tego wychowuje rodzeństwo i pracuje, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Nieliczne wolne chwile spędza na zabawie na ulicy – jak się potem dowiaduje, z samym z Jezusem i Maryją - piękną nastolatką o ciemnej karnacji. Przyjmuje wizyty świętych i na co dzień obcuje z aniołami. Początkowo jest podejrzewana o chorobę psychiczną i kontakty z szatanem. Stopniowo oskarżenia upadają wobec faktów- dziewczynka ma dar bilokacji, stygmaty, a na jej ubraniach samoistnie pojawiają się hemografie- pisane krwią znaki krzyża oraz cytaty z Pisma Świętego po łacinie i w grece. Jakby tego było mało, jak równy z równym rozprawia z największymi teologami i znawcami Biblii, choć nie umie czytać ani pisać i nigdy nie uczęszczała do szkoły. Po co, jeśli wszystko tłumaczą jej … sami święci i aniołowie?
Wychodzi za mąż, ma kilkoro dzieci. Dzieci widzą mamę przyjmującą świętych, ale nie zdają sobie sprawy z niecodzienności tych rozmów: - Myśleliśmy, że do każdej mamy przychodzą święci, mówią potem z rozbrajającą szczerością.

W 1994 roku Mamma Natuzza, jak ją wszyscy nazywają, zakłada wieczerniki modlitwy, w kilka lat później są ich już setki na całym świecie. Na jej pogrzebie w 2009r. tysiące wiernych skanduje: santa subito!

Signor Guido, niemłody właściciel hoteliku, w którym nocujemy w miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Paravati, jest byłym prezesem lokalnej izby przemysłowo-handlowej. Bywał w Polsce z misjami gospodarczymi, dobrze zna nasz kraj. Mamy wspólną przeszłość zawodową: promocja gospodarcza naszych krajów, więc zachęcona tym podobieństwem, zagaduję go o Natuzzę Evolo.
- Miałem przyjemność poznać ją kiedyś w Rzymie, choć to za dużo powiedziane, że ją znałem- mówi. Jak była? Ci, którzy byli z nią blisko mówią, że zawsze myślała o innych, nigdy o sobie. Proces beatyfikacyjny ruszył pięć lat po jej śmierci, ale teraz wszystko się zatrzymało.
Ruszamy w dalszą drogę.


"Musicie mieć pewność, że wszystko to, o co prosicie w modlitwie, jest już wasze."

Staram się nie przeoczyć zjazdu z autostrady, ale niepotrzebnie się martwię: wielki znak drogowy w kolorze brązowym upewnia mnie, że poruszamy się „Via della fede” (drogą wiary), kolejny ogłasza, że zbliżamy się kościoła Santa Maria di Paravati. Opuszczamy autostradę i wjeżdżamy w góry. Mijamy kilka zakazów ruchu- jedne na wpół przewrócone, inne … kilkakrotnie przestrzelone, a wszystkie mocno zardzewiałe. Robi nam się nieswojo. Ostrożnie pniemy się wyboistą drogą wijącą się wśród gór. Mijamy jedno miasteczko- żywego ducha. W kolejnym dwóch młodzieńców pali papierosy na skraju drogi. Chodnika brak. Kolejne znaki mówią, że zbliżamy się Paravati. Po obu stronach drogi ciągną się gaje oliwne. Sądząc po grubości pni, drzewa muszą mieć ze trzysta lat. Pod nimi na ziemi leżą cieniutkie jak pajęczyna siatki: białe, czerwone i zielone. Rolnicy rozkładają je, żeby ułatwić sobie zbiór spadających z drzew oliwek- tu nic nie może się zmarnować.

W końcu – Paravati. Miasteczko Natuzzy jest częścią sąsiadującego z nim Mileto. Wzdłuż uliczek ciągną się niewysokie domki o rozpadających się fasadach. Wiele z nich jest na sprzedaż, o czym głoszą tabliczki „vendesi”. Drogowskazy prowadzą nas do Fundacji Niepokalanego Serca Maryi Schronienia Dusz. Teren Fundacji zagospodarowano z rozmachem, budynki fundacji są nowe, solidne. Z boku przypominają paryskie Centrum Pompidou- po bocznych ścianach pną się gigantyczne rury wentylacyjne. Na jednym z budynków napis: Villa Della Gioia- willa radości.

Jak głoszą lokalne gazety, poprzedniego dnia, tj. 1 listopada, który jest dniem śmierci Natuzzy, albo jak wolą wierni- dniem jej narodzin dla nieba, okolicznościowa msza święta zgromadziła w Paravati kilka tysięcy pielgrzymów. Bp diecezji Luigi Renzo w swojej homilii ogłosił dwie dobre nowiny: powołanie specjalnej komisji teologicznej do zbadania fenomenów Natuzzy i uruchomienie na poziomie diecezji badania niezbędnego w procesie beatyfikacji, a także uznanie przez Konferencję Episkopatu Kalabrii Wieczerników Modlitwy rozsianych po całym świecie, do tej pory uznawanych jedynie na poziomie diecezji.

Dzień po tym święcie, 2 listopada, Paravati świeci pustkami. Na ulicy widzimy stojące grupki po kilka osób. Przypatrują się nam z ciekawością. Choć poruszamy się wypożyczonym samochodem na włoskich numerach rejestracyjnych, od razu wiedzą, że nie jesteśmy stąd. Obcy jest im pośpiech, nie ma korków. Napotkany po drodze staruszek zatrzymuje się na środku skrzyżowania i z radością w głosie kieruje nas do domu, w którym urodziła się Mamma Natuzza. Jest do nas wręcz entuzjastycznie nastawiony, a skrzyżowanie jest puste, więc wypytuję go o Natuzzę. - Pewnie, że ją znałem, to zwyczajna kobieta, jedna z nas. Moja żona jako dziecko bawiła się z Natuzzą- wyjaśnia. Zbliża się rozklekotany samochód, za kierownicą staruszek z papierosem w ustach. Nasz rozmówca wdaje się z nim w pogawędkę nie ruszając się ze środka skrzyżowania. Żegnamy się i kierujemy się pod dom Natuzzy.

To zwykły niewysoki żółty budynek, ale w odróżnieniu od innych ma wyremontowaną fasadę. Z ulicy wchodzi się prosto do małej księgarenki, która stanowi jakby przedsionek dużej kaplicy. Wewnątrz uwagę zwraca zwłaszcza figura Matki Boskiej. Według wytycznych, które Kalabryjka dała wybranemu przez sobie przez siebie rzeźbiarzowi, Maryja miała być „najpiękniejszą na świecie dziewczyną w wieku 15-16 lat, taką, w której możesz się od razu zakochać i to na zabój. Dziewczyną wyrafinowaną, delikatną, uśmiechniętą”. Nosi białą szatę, jest lekko pochylona, ma okrągłą twarz. Artysta z Ortisei Diego Kostner tak mówi o nietypowym zleceniu Kalabryjki: „Kiedy otrzymałam zlecenie wykonania posągu Maryi według ścisłych zaleceń Natuzzy, nie miałem pojęcia kim jest zleceniodawczyni, ani jak bardzo ważne jest to zlecenie. Do tej pory Natuzza była bowiem u nas zupełnie nieznana.”

Na ścianach kaplicy obrazy, zdjęcia i cytaty: świętych, Papieża Jana Pawła II i Natuzzy. W drugim rogu pod szkłem jej chusteczki z hemografiami. Choć wypłowiałe, wizerunki Najświętszego Sakramentu, Niepokalanego Serca Maryi i teksty z Pisma Świętego wyglądają jak wykaligrafowane! Cytat słów Jana Pawła II z 1998 roku witającego pielgrzymów z Włoch, zwłaszcza członków Wieczerników Modlitwy.
Oto, co o Wieczernikach mówi sama Natuzza: „Niech to będą Wieczerniki Modlitwy, jak tego chce Maryja, a nie szemrania! Macie modlić się tak, jakbyście dziękowali już za otrzymane łaski, które wymodliła wam Maryja.”

Dalej słowa świętego Franciszka di Paola, którego figurki zdobią każde kalabryjskie miasteczko: „To, co was mówię, jest pewne. Musicie mieć pewność, że wszystko to, o co prosicie w modlitwie, jest już wasze. Takim się stanie przez to, że chce tego Maryja.”

Na tyłach kaplicy znajdujemy grób Natuzzy. Biały matowy marmur, na nim kilka bukietów kwiatów oraz koszyczek z prośbami wiernych o wstawiennictwo. Grób opatrzony jest cytatem słów Natuzzy: „Nie szukajcie mnie! Podnieście wasze spojrzenie na Jezusa i Maryję. Ja jestem z Wami i modlę się. Maryi przedstawiajcie wszystkie wasze prośby! Miejcie wiarę, dlatego, że to ona rozdaje łaski wszystkim, którzy tego potrzebują.”

Zamyśleni opuszczamy kaplicę. Zanim dojedziemy do głównej drogi, żegnają nas rozpadające się domy, w znacznej części niezamieszkałe. Kilkaset metrów później zaczyna się miasteczko Mileto, którego częścią jest Paravati. To szokująca różnica w architekturze i porządku na ulicach: piękne domy, żeliwne latarnie, marmurowe, zdobione fasady kościołów.
Zatrzymujemy się w niedużej restauracyjce przy placu głównym. - Ma wymiary boiska, tłumaczy nam właścicielka restauracji, dlatego tutaj rozgrywane są mecze piłki nożnej. Mamma mia!- mówi z niedowierzaniem, słysząc jak daleką drogę pokonaliśmy, żeby odwiedzić „ich” Natuzzę. Trofea sportowe zdobyte przez drużynę jej syna królują na górnej półce. Piłkarzom w sportowych zmaganiach najpewniej kibicuje Maryja, której biały posąg w koronie 12 gwiazd, na wysokiej kolumnie, zdobi centralną części placu. Żeby się mu przyjrzeć, podnoszę wysoko głowę. Przypominają mi się słowa Mammy Natuzzy: „Podnieście wasze spojrzenie na Jezusa i Madonnę! (…) Maryi przedstawiajcie wszystkie wasze prośby! Miejcie wiarę!”

Anna M. Saczuk
Trwa ładowanie komentarzy...