„Byłem przybyszem…” czyli polski Kościół i uchodźcy

Uchodźcy z Syrii AFP
Przyjmować czy nie przyjmować? Jeśli tak, to ilu i na jakich warunkach? A jeśli nie przyjmujemy, jesteśmy ksenofobami, czy po prostu postępujemy rozsądnie?

Uważam, że katolik powinien być człowiekiem wyważonym, nie popadającym w przesadę w żadną stronę – ani jako zwolennik niczym nie ograniczonego przyjmowania uchodźców, nie liczący się z potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami (niekoniecznie mówię tu o terroryzmie, lecz o problemach związanych z asymilacją, kwestiami socjalnymi, pracą, itp.), ani jako obrońca „ostatniego bastionu” wiary i Europy ze wszystkich sił chroniący go przed napływem obcych przybyszów.
Na początku zauważmy, że Polski Kościół niezwykle silnie akcentuje konieczność niesienia pomocy uchodźcom, nieustannie wzywając do tego swoich wiernych. W kontekście tej pomocy punktem wyjścia powinny być słowa papieża Franciszka skierowane do Polaków podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r. Stwierdził on, że nie każdy kraj ma takie same możliwości pomocy, zatem musi rozważyć, na ile i w jaki sposób może pomóc uchodźcom.
Osobiście myślę, że w pewnym zakresie powinniśmy zgodzić się na przyjęcie uchodźców. Polski Kościół apeluje od ponad roku o utworzenie tzw. ”korytarzy humanitarnych”, które umożliwiłyby transport do Polski osób najbardziej potrzebujących pomocy, w tym dzieci. Warto przypomnieć, że w Środę Popielcową, która rozpoczęła tegoroczny Wielki Post, w kościołach archidiecezji warszawskiej odczytany został list arcybiskupa Nycza, w którym wzywał on do zaangażowania w pomoc uchodźcom. Wyraził tam nadzieję na uruchomienie w Polsce programu korytarzy humanitarnych. Miałyby one polegać na przyjęciu w Polsce kilkuset uchodźców potrzebujących pilnie leczenia, pomocy nadzwyczajnej koniecznej do ich przeżycia. Caritas Polska wskazała, że są na to przygotowane oddziały diecezjalne Caritas i same diecezje.
Moim zdaniem jest to dobry pomysł, dający z jednej strony możliwość dokładnego sprawdzenia, kto przybywa do danego kraju, z drugiej – stanowiący realną pomoc dla osób objętych tym programem. Nie widzę powodów, dla których nie mielibyśmy udzielić pomocy tym, którzy realnie jej potrzebują. Co jednak z przyjmowaniem uchodźców na szerszą skalę, zwłaszcza w ramach relokacji kwotowej, którą próbuje nam narzucić UE?
Według mnie, z wielu powodów nie jest to najszczęśliwszy pomysł. Polacy nie mieli dużej styczności z mieszkańcami Bliskiego Wschodu oraz ich kulturą. Polska od kilkudziesięciu lat pozostaje w miarę jednolita kulturowo i narodowościowo. Stąd dla uchodźców nie jest ona zbyt atrakcyjnym celem. W Polsce brak lokalnych, prężnych mniejszości narodowych z Bliskiego Wschodu, inaczej niż chociażby w krajach Beneluksu, we Francji, Niemczech czy Anglii. Przypomnieć trzeba, że gdy polskie parafie w ramach pomocy przyjęły uchodźców, niemalże wszyscy z nich wyjechali później do Niemiec. Co więcej, przykład Europy zachodniej pokazuje, iż nawet w tamtych, multikulturowych przecież społeczeństwach występują poważne problemy z asymilacją. Tym bardziej w jednorodnej narodowościowo Polsce istnieje duże prawdopodobieństwo, że ludzi ci czuliby się wyobcowani ze społeczeństwa, co przełożyłoby się na chęć zmiany miejsca emigracji na kraje Europy Zachodniej. Uważam, z czym chyba każdy się zgodzi, iż relokacja uchodźców na siłę, i skierowanie do kraju, do którego nie chcieli trafić, jest złym rozwiązaniem.
Z całą pewnością wyrazem chrześcijańskiej postawy jest objęcie już znajdujących się u nas uchodźców opieką i troską, ułatwienie im codziennego funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Jeżeli ktoś przybywa do nas dobrowolnie, zmuszony okolicznościami, powinniśmy przyjąć go u siebie i pomóc mu możliwie się zaaklimatyzować. Wskazać też trzeba na prowadzony od wielu lat przez kościół dialog międzyreligijny z islamem. Pokazuje on najdobitniej, że chrześcijaństwo nie traktuje muzułmanów jako wrogów, lecz dzieli z nimi w znacznej mierze podobny system wartości.
Osobiście zgadzam się więc ze sposobem postępowania zaproponowanym przez polski Kościół. Samo ograniczenie się do pomocy materialnej oraz zaangażowanie w pomoc bezpośrednio na terenach Bliskiego Wschodu, uważam za niezwykle ważne, zwłaszcza w kontekście ewentualnego powrotu ludności po zakończeniu konfliktów zbrojnych. Z drugiej strony powyższe działania nie zawsze są wystarczające, i w niektórych przypadkach, najlepszą odpowiedzią na potrzeby uchodźców jest sprowadzenie ich do bezpiecznego kraju, takiego jak Polska, i udzielenie im wówczas pomocy.
Jako człowiek wierzący uważam, że, poza powyższym wymiarem pomocy, niemniej ważna jest stała pamięć o uchodźcach również w modlitwie. Wielokrotnie już, nieraz w sposób publiczny, Kościół polski modlił się za uchodźców, oferując im tym samym jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie wierzący może podarować drugiemu – modlitwę. Zorganizowano na przykład międzyreligijne zebrania modlitewne pt. „Umrzeć z nadziei”, które odbyły się w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Kielcach, Łodzi, Ełku i Wrocławiu pod przewodnictwem miejscowych biskupów. Świadectwa podczas takich mszy wygłaszali m.in. muzułmańscy uchodźcy. Warto zwrócić uwagę na tę formę wsparcia, która dla mnie, jak i dla wielu wierzących, jest nie mniej istotna, niż pozostałe działania.
Kościół w Polsce jest jednym z najmocniejszych głosów organizacji pozarządowych, który w debacie publicznej jasno mówi o potrzebie pomocy uchodźcom, zarówno materialnej, jak i poprzez przyjmowanie tych najbardziej potrzebujących. Warto, by siły polityczne w naszym kraju wsłuchały się w ten głos i podjęły próbę jego realizacji.

Krzysztof Paradowski
Trwa ładowanie komentarzy...