O autorze
Jesteśmy grupą „zwykłych”, świeckich katolików, która powstała, aby być łatwo dostępnym dla mediów i dziennikarzy, chcących rozmawiać na temat wiary, nauczania oraz innych kwestii związanych z Kościołem katolickim. Chcemy tłumaczyć i prezentować nauczanie Kościoła w sposób prosty i zrozumiały dla zwykłych ludzi – odbiorców mediów. Jesteśmy gotowi do tego, aby w razie potrzeby stawić się studiach radiowych i telewizyjnych i komentować w nich bieżące tematy lub uczestniczyć w debatach. Naszym celem jest przekazywanie istoty wiary tak, aby głos zwykłych katolików był obecny na forum publicznym.

www.catholicvoices.pl

----------------------------------------------
Film o Catholic Voices Polska
----------------------------------------------

Kiedy Kościół ma siedzieć cicho?

We Francji powszechne było oburzenie z powodu braku rekomendacji Kościoła, by nie głosować na Marine Le Pen. vimeo.com/215732301
Bardzo często słyszy się, że wiara jest sprawą prywatną, a Kościół nie powinien angażować się w życie świeckiego państwa. Postulaty takie kierują najczęściej dziennikarze i politycy o tzw. lewicowych poglądach, podkreślający rozdział państwa od Kościoła. Istnieją jednak tematy polityczne, w których te same osoby wywołują Kościół do tablicy. Czym wytłumaczyć tę sprzeczność?

Co ciekawe, ostatnio można usłyszeć liczne głosy tych samych środowisk lewicowych, krytykujące brak reakcji Kościoła na wydarzenia o charakterze politycznym. We Francji powszechne było oburzenie z powodu braku rekomendacji Kościoła, by nie głosować na Marine Le Pen. Popularny lewicowy dziennik Le Monde pisał wręcz, że biskupi, którzy nie apelują by głosować przeciw kandydatce skrajnej prawicy, powinni się tego wstydzić. Teolog Christian Delahaye na łamach tejże gazety twierdził, że Kościół francuski popełnia „grzech zaniechania”. W polskich mediach daje się zauważyć zawód posłów partii lewicowych i centrowych oraz działaczy społecznych, oskarżających Kościół o nie stawanie w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Zastanawiające są działania środowisk często z Kościołem się niezgadzających, które żądają większego zaangażowania Kościoła w życie publiczne.

Z drugiej strony, gdy wskutek obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, do prac parlamentu trafiła nowelizacja ustawy o planowaniu rodziny, wprowadzająca zwiększoną ochronę życia poczętego, na Kościół posypały się gromy za „zaglądanie kobietom do macic”. Podobna krytyka spotyka Kościół przy innych okazjach, gdy zabierał głos w sprawach związanych z moralnością, jak chociażby klauzula sumienia w przypadku lekarzy czy kwestie eutanazji lub in vitro. Ileż wówczas możemy usłyszeć gorzkich słów o pchaniu się Kościoła tam, gdzie nie powinien.

Przedstawiony powyżej sposób działania (i jak się wydaje, także myślenia) sporej części osób zaangażowanych w życie publiczne oraz mediów jest zdumiewający, zważywszy na fakt, że żąda się od Kościoła zabierania głosu w sprawach stricte politycznych – Trybunał Konstytucyjny, wybory itp., zaś w sprawach bezpośrednio związanych z moralną nauką Kościoła odmawia mu się prawa głosu. Prawdopodobnie osoby takie traktują Kościół mocno instrumentalnie, najwyraźniej bez głębszego zrozumienia prawdziwej misji Kościoła.

Demokracja jako ustrój bazujący na społeczeństwie obywatelskim powinna być w mojej opinii otwarta na głos Kościoła w sprawach społecznych czy publicznych. Kościół sam z siebie nie podejmuje inicjatyw ustawodawczych (Episkopat Polski sam nigdy nie zgłasza projektów ustaw, w Polsce zresztą nie ma nawet takiego prawa). Większość postulatów Kościoła realizowana jest bądź w ramach inicjatyw obywatelskich (vide - kwestia ochrony życia, gdzie projekt ustawy był projektem obywatelskim) bądź przez posłów, którzy kierują się nauczaniem Kościoła w działalności publicznej. Nie widzę żadnego logicznego powodu, dlaczego posłowie o światopoglądzie ateistycznym stanowić mieliby wzór prawidłowego działania świeckiego państwa, zaś kierowanie się chrześcijańską moralnością postrzegane jest jako rodzaj agentury Kościoła katolickiego. Pokutuje tu najwyraźniej fałszywe przekonanie, że postępowanie nienawiązujące do religii jest zachowaniem obiektywnym i bezstronnym. Jednakże, w świecie wartości nie istnieje neutralność i zachowanie takie jest z reguły w opozycji do cennych w religii wartości. Jeżeli organizacje feministyczne, ekologiczne, homoseksualne itp. mają prawo do podejmowania obywatelskich inicjatyw ustawodawczych czy lobbowania wśród posłów za swoimi pomysłami, to trudno odmówić tego prawa Kościołowi. Fakt, iż wpływ ludzi popierających naukę Kościoła na działania ustawodawcze jest większy niż, na przykład, organizacji feministycznych wynika z prostego faktu, że większość posłów reprezentuje taki właśnie światopogląd. Posłowie wybierani są w drodze demokratycznych wyborów powszechnych, będących, jak pompatycznie się to określa, „sercem demokracji”. Ciekawym jest, że w razie, na przykład, działań posłów związanych ze środowiskami proaborcyjnymi, media mówiące o zbytnim zaangażowaniu Kościoła w politykę nabierają nagle wody w usta i powiązania takie zupełnie im nie przeszkadzają. Tymczasem prawo działania zarówno Kościoła, jak i innych organizacji głoszących określone postulaty związane ze sferą światopoglądową, jest jedną z kluczowych cech demokratycznego ładu państwa. Kościół nie jest żadnym zamkniętym tworem, ekskluzywną grupa składającą się z kilkudziesięciu biskupów usiłujących kontrolować kraj, jak nieraz się to przedstawia. Z punktu widzenia życia polityczno-społecznego, jest organizacją posiadającą wielomilionową rzeszę wiernych, w związku z czym odmawianie mu prawa zabierania głosu w sprawach publicznych jest, moim zdaniem, głęboko nieuzasadnione.

Możliwość angażowania się w życie publiczne przez Kościół, a w zasadzie jego członków, będących przecież pełnoprawnymi obywatelami, jest zdrowe dla społeczeństwa, gdyż powala przeniknąć do dyskursu publicznego postulatom, które inaczej prawdopodobnie nigdy by się w nim nie znalazły. Również z punktu widzenia prawa do wolności słowa, zaangażowanie Kościoła w politykę, w zakresie nie naruszającym prawa oraz dobrych obyczajów, jest jak najbardziej wskazane.

Powiedzmy sobie szczerze, gdyby rola Kościoła w życiu publicznym ograniczyła się do walki o ekologię, prawa zwierząt czy wspieranie „słusznych kandydatów”, z wielu odmiennych światopoglądowo stron posypałyby się gratulacje, a kwestia angażowania się w życie publiczne przestałaby być problemem. Może więc rację mają ci, którzy twierdzą, że nie chodzi tu o samo angażowanie się, a o treść głoszonych postulatów?


Krzysztof Paradowski
Catholic Voices Polska
Trwa ładowanie komentarzy...